... i kilka mniej ważnych ról...
Poza wszystkimi rolami, które da się sensownie nazwać, opisać i przypisać do konkretnej zakładki na stronie, istnieje jeszcze cała masa tych „mniej ważnych”.
Takich, których nikt nie wpisuje do CV.
Takich, o które nikt nie pyta na rozmowie.
A które i tak robią największą robotę.
Od 1976 roku zbieram doświadczenia, które nie zawsze były planowane. Czasem przychodziły same, czasem trzeba było się o nie potknąć. Były wśród nich dobre decyzje, średnie decyzje i takie, które z perspektywy czasu okazały się… bardzo edukacyjne.
Bycie uważnym obserwatorem.
Uczenie się cierpliwości tam, gdzie jej kompletnie brakowało.
Rozbrajanie chaosu — najpierw w głowie, potem w projektach.
Szukanie sensu nie tylko w tym co robię, ale też po co.
To właśnie te „mniej ważne” role nauczyły mnie, że dobre projekty nie biorą się z pośpiechu, a dobre decyzje rzadko zapadają w hałasie. Że doświadczenie to nie suma lat, tylko liczba sytuacji, z których faktycznie coś wyniosłem. I że czasem warto odpuścić perfekcję na rzecz spokoju — bo paradoksalnie wtedy efekt bywa lepszy.
Z biegiem lat coraz mniej interesuje mnie robienie rzeczy „na pokaz”, a coraz bardziej tworzenie takich, które mają sens — dla mnie i dla ludzi, którzy z nich korzystają. Bez zbędnych fajerwerków. Bez nadmiaru słów. Z uważnością na detale, ale też na kontekst.
Te mniej ważne role są dziś cichym zapleczem wszystkich pozostałych.
Nie krzyczą, nie wychodzą na pierwszy plan, ale to one trzymają całość w ryzach.
I chyba właśnie dlatego są najważniejsze.